„Najpierw nazywaliśmy się Grind Macabre.” Wywiad z Fiszem.

Posted: 27 marca 2012 in Wywiady

Wywiad z Bartoszem „Fiszem” Waglewskim przeprowadzony 2 marca 2012 roku we Wrocławiu po koncercie w klubie Alibi na potrzeby Uniradia i audycji oraz bloga „Koncertowe Zwierzę”.

 

Koncertowe Zwierzę: Na początek: jak wrażenia po koncercie?

FISZ: Fajnie, bardzo sympatycznie. Cały marzec mamy mocno zapracowany, koncertowy. To pierwszy koncert na trasie marcowej, więc mamy dużo pozytywnej energii na cały miesiąc. Tak naprawdę, to jeszcze do połowy kwietnia, więc to dobry początek. Bardzo, bardzo sympatycznie.

Wolisz grać w klubach czy w plenerze?

Teraz gramy w klubach, bo to taki okres klubowy. To jest granie, które nas najbardziej interesuje i najbardziej lubimy. Natomiast pojawiają się oczywiście inne festiwale letnie.

A które koncerty sprawiają ci najwięcej przyjemności?

Klubowe, zdecydowanie klubowe. Wtedy gra się dla swojej publiczności. Poza tym to jest muzyka, która w klubie brzmi najlepiej.

Masz może jakieś ciekawe wspomnienia, anegdotkę z któregoś koncertu?

Cały czas się dzieją różne rzeczy, aczkolwiek jest to też praca dosyć męcząca ze względu na to, że dużo jeździmy, dużo spędzamy czasu ze sobą w busie. Niestety, drogi jakie są, takie są. Żeby tutaj dotrzeć  jechaliśmy prawie 7 godzin, więc zawsze liczymy na publiczność, na jakąś wymianę energii, bo jesteśmy dosyć zmęczeni podróżą. Natomiast koncertowe rzeczy… Cały czas coś się dzieje. Cały czas albo ktoś zaśpi, albo ktoś nie pojawi się na czas do busa, spóźni się. Ostatnio graliśmy w Częstochowie, gdzie wzmacniacz, mój zresztą, który pożyczyłem, zaczął się palić. Zaczęły lecieć płomienie z lampy, to też wyglądało dosyć efektownie. Takie przygody się zdarzają.

A masz może jakieś miejsca, o których marzysz, żeby tam zagrać?

Hmmm… Nie, chyba nie. Mieliśmy bardzo ciekawą trasę letnią, która się odbywała na busie. Dostaliśmy zaproszenie na RedbullTourBus, gdzie się gra na dachu. To były takie fajne wydarzenia. Tego, czego mi brakuje, to takich spontanicznych plenerowych akcji. Jest możliwość zagrania na ciężarówce, która ma agregat z prądem. Podjeżdżamy znienacka na rynek i gramy. Takie akcje by mnie bardzo zainteresowały, może kiedyś do nich dojdzie.

Grywasz głównie ze swoim bratem, ale zdarzyła Ci się płyta z Envee. Czy myślisz czasem, żeby nagrać coś  z kimś innym?

Nigdy nie mówię nie. Wszystkie te nasze współprace czy to z Envee czy Bassisters Orchestra, czy Kim Nowak są projektami spontanicznymi. To są spotkania przyjacielskie, bardzo twórcze, kreatywne. Takie spotkanie miało miejsce z Enveem. Miał być najpierw singiel, później cały materiał dorósł do dużej płytki. Jeżeli takie spotkania się pojawią to oczywiście, czemu nie. Natomiast jesteśmy tak przyzwyczajeni do współpracy braterskiej, że to wydaje się najłatwiejsze i najbardziej naturalne.

Wspomniałeś o Bassisters Orchestra, a chciałam o to zapytać. Jak wspominasz projekt, czy jest jakaś szansa na nagranie nowej płyty w tym składzie?

Nie. Myślę, że taka płyta się nie pojawi. Wspominam to bardzo fajnie, bardzo dobrze. Bo wszystkie nasze projekty czegoś uczą. Uczą występów, dialogu z innymi muzykami. Płyta z nimi się nie ukaże, bo każdy z muzyków jest bardzo zapracowany. W momencie, kiedy wychodziliśmy na scenę, już nie wiedzieliśmy zupełnie, co się pojawi, jakie granie. Mieliśmy sporo koncertów bardzo dobrych i kilka słabych. Postanowiliśmy, że zajmiemy się swoimi zespołami.

A jakie masz plany na przyszłość?

Dużo się rzeczy szykuje. Oczywiście z jednej strony koncerty, z drugiej chcemy wykorzystać też taki dobry czas, ponieważ mamy – jak się okazuje – bardzo dużo pomysłów. Chcemy skończyć drugą płytę Kim Nowak, mamy już pomysły na nowy Fisz Emade. Chcemy to wszystko ponagrywać, żeby to nie pouciekało. Bo mamy takie okresy, które dają nam kopa i nie zdarzają się one często. Znaczy zdarzały się właśnie teraz często. Chcemy to zapisywać, więc pojawi się ta druga płyta Kim Nowak, na pewno Fisz Emade, które już też się w głowach kreuje. Taki zapracowany rok. Tak jak mówię, nic na siłę, tylko dużo pomysłów, tryskamy jakimiś nowymi dźwiękami i chcemy to szykować.

To kiedy będzie można się spodziewać tej drugiej płyty Kim Nowak? Są jakieś daty, konkrety?

Mamy już 7 utworów gotowych. Mamy problemy takie typowe, z jakimi zespół głośno grający się boryka, czyli z tym, żeby tę płytę skończyć. Bardzo chcielibyśmy w wakacje skończyć płytę, żeby ukazała się jeszcze w tym roku jesienią. Jest to możliwe.

Z kim chciałbyś współpracować, czy jest artysta, z którym widziałbyś swoją przyszłość?

Niekoniecznie. Całe to doświadczenie, które miałem przez 10 lat nauczyło mnie, że najlepiej rozmawia się z muzykami, którzy są zaangażowani w projekt. Znalazłem skład wreszcie i od 3 lat gramy w składzie Tworzywa, które było obecne na płycie „Zwierzę bez nogi” i na tym koncercie. Nie czuję jakichś braków, natomiast pojawiają się postacie, które bardzo miło wspominam. To był Adam Pierończyk, z którym graliśmy trasę Męskie Granie, zaprzyjaźniliśmy się z nim, to jazzman, niesamowity saksofonista. Być może jeszcze ta współpraca będzie gdzieś kontynuowana. No, a drugie to DJ Eprom. Nie słyszałem tak muzykalnego DJ-a i cieszę się, że mam go w składzie, więc do tych dwóch postaci na pewno wrócimy.

Jeszcze odnośnie Adama Pierończyka. Jak doszło do tego, że graliście razem na Męskim Graniu?

To jest takie spotkanie, podczas którego zakolegowałem się z DJ Epromem i właśnie z Adamem. Zaprosił nas na koncert w Warszawie, taki spontaniczny, mały koncert. To było chyba ponad 2 lata temu, zaproponował, żebyśmy wystąpili w trio: ja, mój brat i Adam, a przy okazji narodził się pomysł i Adam zaproponował też DJ Eproma, o którym słyszeliśmy, ale nie współpracowaliśmy wcześniej. To był ważny koncert, bo zaowocował raz Męskim Graniem, a dwa DJ Epromem, z którym zrobiliśmy płytę „Zwierzę bez nogi”.

A jak wspominasz ogólnie Męskie Granie?

To był jeden z lepiej przygotowanych koncertów, w jakich brałem udział, jeżeli chodzi o koncerty plenerowe. Wszystko to, co działo się na zapleczu – atmosfera kolegowania się z zespołami i postaciami bardzo ważnymi na jednej scenie, bardzo miło.

Jeszcze na koniec mam jedno pytanie o taki zespół jak Katharsis. To chyba Wasze początki, tak?

Tak. Z Piotrkiem przechodziliśmy różne etapy. Nagrywaliśmy sobie w domu różne zespoły, później  zapraszałem swoich kolegów. To były czasy heavy metalowe, jakaś 7-8 klasa szkoły podstawowej i mieliśmy zespół, który nazywał się Katharsis. Najpierw nazywaliśmy się Grind Macabre. Ja grałem tam na gitarze, ryczałem, Piotrek grał na bębnach i koledzy z mojej podstawówki. Nagraliśmy jedną kasetę w domu, która, niestety, chyba nie istnieje.

Istnieje.. ;)

Istnieje? A kto ma tę kasetę?

Mnie udało się do niej dokopać i miałam nawet okazję posłuchać.

Tak?

Tak. Jest gdzieś w czeluściach internetu.

Kurde, to ja muszę to poszukać, jeżeli ktoś ma, to super. Super ciekawa sprawa. Muszę poszukać, bo nie słyszałem jej chyba 15 lat.

rozmawiała: Natalia Kościńska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s